Link 15.02.2008 :: 11:54
Komentuj (1)
I znowu jestem chory. Przecież cholery można dostać. Ale bez marudzenia spróbuję dzisiaj, więc:
Paradox:
Po Paradoxaliach - przygotowywałem się na jakieś większe podsumowanie, ba myślałem, że poświęcę mu całą notkę, ale mi brakło sił i zaangażowania. Co mogę powiedzieć - jakość idzie w górę, a wraz z nią poprzeczka. Co kiedyś było marzeniem, teraz jest celem minimum!
Ze śmieszniejszych rzeczy, które muszę tu zapisać dla potomności, były kalambury. Nie zapomnę Menażera, który po tym jak najpierw pokazał, że rzyga, a później zamachał rękami usłyszał od zespołu: Latający Bełt?
Prawdziwym wyzwaniem okazała się jednak "Niekończąca się opowieść" ale już nie będę nic pisał, znęcałem się dość na żywo...
Od czasu Paradoxaliów były dwa LARPy:
Bunt na Lodos - całkiem nieźle wyszedł. Dzięki nie zdjętym dekoracjom z wcześniejszej imprezy udał się całkiem fajny klimacik osiągnąć. No i oczywiście przebrania jak zwykle były fantastyczne!
Wilkołak - siada trochę para. Kilka osób nie przyszło, zapominając mnie o tym poinformować, co nie najlepiej wpłynęło na grę.
Spróbujemy nowego sposobu rozliczania, może coś się zmieni w tej materii.
Kolejny LARP Cthulowy szykujemy z Wesołym Diabełkiem na niedzielę. Będzie z pewnością wypas, jeśli chodzi o wystrój. Nie wiem za to jak ludzie dopiszą, bo póki co mamy konkretne braki. A szkoda, bo przyszedł nam do głowy jeden z bardziej wykręconych pomysłów ever.
Sesje:
Ponieważ PMM zbliża się wielkimi krokami, muszę sobie odświeżyć prowadzenie. Ostatnia sesja wyszła dość drętwo - Mroczny Cthulus spał - i choć się zarzekał, że to dlatego, że było tak fajnie, to jednak ja to traktuję jako duży minus. Tak z pewnością potraktowali by to sędziowie.
Było też oczywiście parę jasnych punktów - opisy mam wciąż tak dobre jak zawsze. Ale to za mało, żeby zaskoczyć sędziów. A muszę ich w tym roku zaskoczyć!
Link 19.02.2008 :: 21:29
Komentuj (2)
Paradox:
"Wchodzicie do komnaty grobowej. Mrok rozświetlają cztery pochodnie i gdzieniegdzie poustawiane świeczki. Na ścianach pomiędzy roztańczonymi cieniami, widzicie napisy w obcych językach. Co dziwniejsze, nie przypominają hieroglifów. Na środku sali, przy rytualnym stole, na którym leży ceremonialna maska, stoi przewodnik Haji. Jego ciemnoskóre oblicze potomka starożytnych Egipcjan rozjaśnia szeroki uśmiech.
- Oto komnata, którą odkrył mój ojciec, a o której opowiadałem Wam sahibowie..."
taak, sesja też wyszłaby z tego dobra.
No i po LARPie. Ponoć fajnie wyszedł i gracze dużo gratulowali, ale ja jak zwykle nie jestem całkiem zadowolony. Za mało postaci było w postaciach. Skupiliśmy się na "fajerwerkach" i wyszło coś, co ja określam jako "amerykańskie kino" - fajna scenografia ale treści malutko. Ale znamy kolejne możliwości Paradoxu pod względem klimatoróbstwa. Dobre są. A dwadzieścia kilo piachu to nawet na porządny zamek z piasku nie wystarczy.
Moje:
Natchnęło mnie do przemyśleń, więc ostrzegam, dalsze czytanie na własną odpowiedzialność. Nie chciałbym też, żeby ktokolwiek myślał, że cieszę się tu, że udaje mi się z ludzi robić idiotów, bo tak nie uważam i nie jest to moim celem ani wnioskiem. Ostrzegam tylko, żeby nie być tak odebranym.
A o co dokładnie chodzi? Otóż naszło mnie to po właśnie ostatnim LARPie. Kiedy zorientowałem się jak pewien mechanizm mógł wyglądać z boku. Otóż, kiedy przypinałem wycięte z papieru, mocno symboliczne Ankhy, ludzie przenosili się do innych czasów. Uderzyła mnie śmieszność tej sytuacji, gdyż nazwałem je roboczo hatifnatami. I nagle pojawiła się myśl - przyczepiam komuś hatifnata, a on się dziwnie strasznie zachowuje. Odczepiam, wszystko w porządku. Niezła moc w takim hatifnacie. A tak naprawdę, to niezła moc w takiej umowie społecznej. Pewnie gdybym nie traktował LARPów tak serio, zauważyłbym tę "niecodzienną i odkrywczą" prawdę nieco wcześniej.
Ale jednak dość niesamowite jest, do czego można nakłonić ludzi, kiedy się odczaruje ich na chwilę z tu i teraz. I piękne jak niewiele trzeba niektórym, żeby się po prostu bawić, zmienić zasady, przyjąć nowe. Przestać się "nadważać".
Właśnie, wymyśliłem nowe określenie - nadważać się - przykładać przesadną wagę i zbyt wiele poświęcać energii rzeczom "istotnym". Zapominać o marzeniach, magii lub świadomie je odrzucać jako coś nie wartego czasu bądź zainteresowania. Jako ludzie, od pewnego wieku mamy w zwyczaju się nadważać. Zostawiając resztę dzieciom i "porąbanym", "dziecinnym". Nawet język jest tak stworzony, że ciężko mówić odwracając potoczne wartościowanie. A tymczasem można zgubić to co naprawdę przynosi radość.
Chyba, że komuś przynosi największą radość zapłacony rachunek lub większa niż poprzednio pensja na koncie. Lub zrobione zakupy i wyprasowane pranie. I to jest dla mnie właśnie nadważone życie! I porządek w samochodzie - musiałem o tym wspomnieć, specjalnie dla pasażerów. To mówiłem ja, Paweł lat prawie dwadzieścia dziewięć, hihihi, prawnik.
Link 27.02.2008 :: 07:56
Komentuj (0)
7.33 - dla potomności.
Nie, nie zmieniłem zwyczaju i nie wstałem o nieistniejącej godzinie, żeby pisać bloga. Właśnie skończyłem sesję, a spać i tak nie pójdę pewnie jeszcze przez dwie godziny.
Postanowiłem więc coś napisać.
Jestem w stanie umiarkowanego zadowolenia. To dobry stan, bo jednak zadowolenia. Na umiarkowanie nie należy zwracać przesadnej uwagi. Jest zdrowe i pomaga wymagać od siebie więcej i tyle.
Skąd ten stan?
Sesja, którą poprowadziłem, była niezła. Pomysł zdecydowanie do doszlifowania, ale wart wzięcia pod uwagę na ewentualną sesję eliminacyjną PMM. Gracze różnie dopisali, ale na turnieju też mogę trafić na różnych. Co do prowadzenia - znów muszę sobie sprawić kartkę "więcej opisów" i wymyślić na sesję jakieś fajne tricki, co by za przygotowanie punkty dostać.
Wstęp był chyba za dużo podpowiadał. Zamiast sceny z drzewem powinienem dać scenę z wozem. I wbrew pozorom, gracze mieli mało wpływu na wydarzenia. Wiem, że u tych co trafili na pewne moje sesje, pojawił się na twarzy ironiczny uśmiech na słowa "wbrew pozorom". Ale tym razem na prawdę był to scenariusz otwarty... pozornie.
Acha - graczom się podobało i mi, co rzadkie, w sumie też. Co powoduje owo, opisane wcześniej, zadowolenie.
PARADOX:
Na wyścigach - Cyberpunk tym razem. Moim zdaniem pomysł oparcia LARPa na obserwacji prawdziwych zmagań części graczy ( tym razem posłużyła planszówka jako symulacja wyścigu w sieci) wypalił w dziewięćdziesięciu procentach. A to, że nie wypalił w stu, to moja wina a nie pomysłu. Po prostu opisałem za mało celów dla kilku postaci i póki wyścig się nie skończył, musieli przez pewien czas, krótki bo krótki ale jednak, siedzieć i czekać.
Mechanika wypaliła - będę ją stosował częściej - zdecydowanie. A im bardziej gracze się z nią oswoją, tym płynniej będzie działać. Oczywiście wymaga paru zmian, ale wszystko się dociera w trakcie gry.
Z błędów i wniosków z nich wyciąganych. Rozpoczęcie i wyłożenie w jego trakcie wszystkich ważnych rzeczy jest nieodzowne dla LARPa. Dlatego na przyszłość będę sobie pisał karteczki z tym co ma być w mowie początkowej zawarte, nawet możliwe, ze z tekstem do odczytania. Lektura skandynawskich esejów na temat LARPów (np. Dissection LARP) uświadomiła mi, że odpowiednie wprowadzenie do LARPa jest równie ważne jak spisanie umowy społecznej na początku szkolenia. Mam nadzieję, ze będę mieć czas, żeby się do tego dostosować.
W tym temacie też umiarkowane zadowolenie. Zadowolenie, bo zebrał bardzo pochlebne opinie i świetnie dopisała obsada. Umiarkowane, bo były błędy, poza tym moje narratywistyczne podejście do RPG/LARPów cierpi na brak "treści dodanej". LARP był z gatunku "rozrywkowych", a ja mogę sobie tylko w środku marzyć, że będę kiedyś robił cieszące się równie dużą aprobatą i frekwencją LARPy z miniyngiem.