portretpamieciowy
at ownlog '05
Link 31.03.2008 :: 15:52 Komentuj (3)

Postarałem się, ale tym razem nie wyszło.
Nie dziwię się decyzjom sędziów. Nie wiem jak poprowadzili Wojtek z Inkim w półfinale, ale moja sesja choć dobra, nie zachwyciła nawet mnie. Dwie rzemieślniczo dobre sesje bez polotu to za mało na finał - dobrze, że tak się okazało.
Puchar pojechał do Krakowa więc czuję się w obowiązku odbić go w przyszłym roku. To tak a propos tego, że już nie będę brał udziału.

Dla przyszłych pokoleń opiszę sesję półfinałową - scenariusz.
Scenariusz oparty na NPCach i wyścigu lub rywalizacji. Podwójny pech.
Po pierwsze, wyścig i związane z nim tricki wprowadziłem już w pierwszej sesji i naprawdę nie chciałem się powtarzać w półfinale. Po drugie rzadko kiedy piszę scenariusze oparte na NPCach wcześniej znanych  -  to ta część scenariusza, którą najczęściej improwizuję i którą najlepiej improwizuję.
W scenariuszu dostałem pięć narzuconych archetypicznych postaci niezależnych - Kasandra (nie trzeba chyba tłumaczyć), Dziecko (postać o umysłowości dziesięciolatka), Informator (postać, która zna zasady współzawodnictwa i wspiera graczy informacją, lecz ciężko się z nią kontaktuje), Dywersant/Oszust - ktoś kto oszukuje graczy aby osiągnąć coś więcej w wyścigu. Anioł/Demon Stróż - osoba o większych możliwościach niż inni NPCci, wspomagająca graczy z sobie tylko znanych powodów.

Ja postanowiłem zrobić przygodę o braciach Moliera w Brazylii, którzy zostali zmuszeni przez złego gangstera (Tony Knows - Informator) , któremu jeden z nich wisiał kasę, do udziału w nielegalnych walkach. Wraz z nimi została porwana ich młodsza, czternastoletnia siostra (Casandra Moliera - Kasandra) oraz opiekunka z dzieciństwa, prawie matka, mieszkająca w favelli czarownica voodoo i spirytualistka - babcia Milagros (Anioł/Demon Stróż). Jednym z zawodników był Barnaby "Kid" osiłek o umyśle dziecka (Dziecko) i jego siostra, która wykorzystywała go by zdobyć kasę, a graczy próbowała namówić do podłożenia się w walce z jej bratem, opowiadając rzewną historię o chorej matce( Lucy Lyesmith - Oszust). Historia zakończyła się zwycięstwem braci w walkach. Niestety przez oszustwa Lucy nadepnęli na odcisk gangsterowi, który zastrzelił w finałowej scenie jednego z braci.
Przygoda moim zdaniem poprowadzona na 4. Następnym razem będzie lepiej.


Zastanawiam się nad następnym razem - z jednej strony taki sprawdzian mocno mnie dyscyplinuje i mobilizuje, z drugiej jest męczący jak diabli. Zobaczę, czy mi się będzie chciało, ale dobrej myśli jestem.


Link 25.03.2008 :: 00:28 Komentuj (1)

Wino i ser - najlepsze czym można się raczyć w świąteczny wieczór? Nawet jeśli wino jest nie najlepsze a ser zwyczajny-żółty. W jakikolwiek wieczór, to najlepszy przysmak!

Pogodziłem się ze swoim ego - nie muszę już wygrać. Dziwne, jak można odpuścić jedną z  najważniejszych dotąd w życiu rzeczy. Nie znaczy to, że nie będę się starał, ale ostatnie dwa tygodnie pozwoliły mi coś zrozumieć. Nie chodzi o to, kto jest najlepszy - każda z pięciu osób, o których wiem, że będą startować, jest świetna w prowadzeniu. Każdy ma swojego konika, każdy jest w czymś mocny.
Nie chodzi o to, kto jest najlepszy, a kto się najbardziej spodoba, kto będzie miał więcej szczęścia do sędziów i do graczy, kto tego dnia będzie w lepszej formie.
Prowadziłem ostatnio jedną sesję cztery razy.
Zmieniało się niewiele w samej przygodzie. Zmieniali się gracze i dzień prowadzenia. Nastawienie i forma mistrza gry. Mogę być sobie Mistrzem Mistrzów, ale wciąż zdarza mi się prowadzić gówniane sesje. Mogę zostać najlepszym MG na świecie - i wciąż będzie się zdarzało. Jedynie oczekiwania i starania się zmieniają.
Dlatego wystartuje jeszcze. Żeby poczuć znów stres i postarać się najmocniej jak potrafię. Naciskany przez wolę zwycięstwa. Bo jak powiedziałem - będę się starał, a tytuł zawsze miło mieć.

Z innych rzeczy - kolejny sukces na małej liście MG - poprowadziłem komedię romantyczną i miałem z tym sporo zabawy! A co ważniejsze - gracze chyba też. Nie obyło się bez poważnej wpadki, była ona jednak przez klimat sesji łatwiejsza do przełknięcia.
Na tej dzień wcześniej, taka wpadka skończyłaby pewnie sesję. Więc jednak duży minus dla mnie.
Ale sukces - kolejny punkt zaliczony. A na tej małej liście, z rzeczy udanych, było jak dotąd poprowadzenie sesji z kawałkiem Aventury: Obsession. Może kiedyś zamieszczę tę listę w całości.

4 days to go ;)


Link 20.03.2008 :: 00:49 Komentuj (1)
I po kolejnej sesji...
Nawet nie wiem co mam czuć. Niby były momenty, kiedy byłem zadowolony. Napięcie jakieś się pojawiło, jak sądzę. Ale czy to była dobra sesja?
Poczekam na komenty od graczy jakieś.
Co mam sobie do zarzucenia? Choć z muzą już lepiej było, to daleko mi do wprawy jaką mam w modernie. Czasem gubię się w słownictwie - jak do cholery nazywają się rokokowe ozdoby na suficie lub pod balkonami? A części garderoby damskiej i męskie? Bo chyba jest coś więcej niż spodnie, surduty, fiszbiny i gorsety???
Ech, kłaniają się braki w wykształceniu...
A Pyrkon bliżej coraz.
Link 17.03.2008 :: 14:38 Komentuj (0)

LARP:
na wilkołaku coś się ruszyło. To pewnie kwestia wspólnego tematu rozliczeń oraz odejścia/dojścia kilku kluczowych postaci.
"Ostatnie Pytanie" wrócił w pięknym stylu, pokonując "I tak ci kurwa wpierdolę" w pojedynku o tytuł strażnika Caernu.
Posypały się też wyzwania o przyznanie wyższej rangi, ale jest to o tyle logiczne, że dopiero na tym LARPie ludzie dowiedzieli się jak z ich renomą.
"Łagodząca Spojrzeniem"dostała od Janosza niezwykle ciężkie zadanie do wykonania. Cieszę się, że ten wątek wyszedł na nowo - w Warszawskim Caernie niesnaski między Srebrnymi Kłami a Władcami Cieni są oparte o bardzo konkretne zarzuty. Jeśli jej się uda, będzie potężnym Garou w tym Caernie. Srebrny Kieł, Philodox, Strażnik Bramy Adren. Kariera stoi przed nią otworem!
Glacjał dostał od Bartosza "Trzy Kły" poważne ultimatum i na razie, w osobie Oczu Lodu je odrzucił. Zobaczymy co będzie potem.
Tak sobie spisuję, żeby pamiętać - Ci co nie bywają na Wilkołaku:Dziedzictwie - nie bardzo pewnie się tym zainteresują. Z tych co grają - niewiele osób tu wchodzi. Więc to głównie dla mnie "kupa mięci".

Dobrze mnie ten LARP nastroił. Wyszedł fajnie i na temat. W końcu było trochę agresji i warczenia, ale też troche klepania się po plecach. Może przypomnieli sobie choć na chwilę, że są po tej samej stronie barykady.


Link 14.03.2008 :: 02:33 Komentuj (2)

Jednak nic tak nie poprawia humoru jak dobrze poprowadzona sesja.
Tzn taka, o której się myśli, że była dobrze poprowadzona i jeszcze gracze tak twierdzą.
Bardzo poprawia i pozwala znów o sobie myśleć w superlatywach!

Dokładniej - drugi raz poprowadziłem "DMW" - ja wiem o co chodzi, ale szyfruję na wypadek, gdyby przeczytać miał ktoś kto nie grał jeszcze, ale zagra.
Posłuchałem uwagi, żeby jednak dać graczom zrobić sobie postacie - zadziałało, choć nie do końca, ale ogólnie na plus.
Wciąż się zacinam troszkę, ale już znaaacznie mniej.
Szykuję się na poprowadzenie tej sesji "hardkorowcom"
Dwa taem'y takie widzę - Paradoxalni - barman czarnuszek, były barman, może menago jak znajdzie na sesję czas w swym napiętym grafiku i jakaś czwarta dusza, najchętniej dziewczę jakoweś. Drugi team do Old Boy'e czyli Litwin, Żyd, Ormianin i kto wie kogo się uda namówić? Może Mongołkę? A właściwie to jak się odmienia panią z Mongolii? Albo Ślachcica, ale on wraca straśnie późno.
Jak się uda, to chętnie poprowadzę, żeby się jakoś sprawdzić należycie. Jak nie, to i tak parę sesji mam w głowie i jeszcze zdążę coś pyknąć.
Dziś, dla odmiany, dobrej myśli jestem, jeśli o Pyrkon chodzi!




Link 11.03.2008 :: 12:27 Komentuj (0)


LARPy:

Ostatnią Quernię ciężko ocenić.
Jedni się trochę nudzili pod koniec, dla innych był to jeden z najlepszych (czterech) LARPów w serii..
Ja mam trochę sobie do zarzucenia, ale jednak zły LARP to, z mojej strony, nie był.
Na przyszłość zamierzam zastosować się do życzenia  grupki graczy i zrobić LARPa w tym świecie, ale na poziomie "odpoczynkowym", czyli w jakiejś karczmie  na rozdrożu czy innym przybytku, gdzie się lud prosty spotka, a nie szlachta i król.
Potem dla odmiany pewnie LARP będzie gdzie królów wsadzę więcej niż jednego.
Ogólny plan na teraz jest taki - wilkołak, potem długo nic, potem Quernia, Cyber, znów wilkołak tam gdzieś pewnie, Space Opera, może wampir. Kolejna Quernia i wilkołak też się muszą zmieścić.
Teraz systematyczności muszę w sobie znaleźć tyle, żeby świąt nie przepieprzyć.
Paradox:
Jakby luzu trochę w naszej kawiarence więcej. Albo ja lekki dystans złapałem i już się małymi rzeczami nie wkurwiam.
W drodze kolejne Paradoxalia!

A i jeszcze jedno spostrzeżenie. Tak jakoś mój organizm wymyślił, że lepiej mu się śpi od czwartej do dwunastej niż od dziesiątej do ósmej. I mi to nie przeszkadza. Masę rzeczy można sobie w spokoju w nocy napisać, kiedy nikt nie trąbi, nie jeżdżą autobusy, a ciemność wokół pozwala się łatwiej skupić na ekranie komputera. Jest "w porzo".
Zastanawiam się natomiast, dlaczego wstając po zasłużonych ośmiu lub mniej jeśli akurat muszę gdzieś na dziesiątą być lub jedenastą, godzinach, uważany jestem za lenia lub śpiocha. Na dodatek często przez ludzi, którzy wcale mniej nie śpią, jeno w godzinach innych.
Znaczy nie wkurza mnie to, a bawi, jakie powody niektórzy znajdują, żeby przewagę nad kimś poczuć. "Ja to śpię normalnie, w nocy, bo mam pracę i muszę wstać, a ten leń nic tylko dzień przesypia".
Oj dajcie spokój, czasami się czuję jakbym kilka matek więcej miał.
A przy okazji - jest to sposób mojego organizmu przed pracą w jakiejkolwiek korporacji. Ja bym chciał. To mój tryb senny mi uniemożliwia...


Link 08.03.2008 :: 11:45 Komentuj (0)

Ku przestrodze - żebym to czytał za każdym razem jak tu wejdę - Nie pisz baranie na forum po pijaku!
Smsy - ok, zawsze zostaje to między wysyłającym a adresatem, może być głupio, jeśli treść nie przystoi, ale można to jakoś wytłumaczyć. Telefony - cóż, kiepska opcja, ale zawsze jest szansa, że zapobiegliwi znajomi wyłączą na noc dźwięk lub w ogóle komórkę. Wpis na blogu, gorzej, bo coś chlapnąć jest nie najlepiej, ale zawsze pół anonimowo i może kto nie powinien nie przeczyta.
Ale forum - jak sama nazwa wskazuje - publiczne jest. Piszącego kojarzą inni piszący i słuszne pretensje mieć mogą jak się im każe się wychędożyć samemu. Jakoś tak pijacka fantazja mnie w rejony Sapka zniosła.

Sesja:
Marudziłem na sesję Dzikich Pól... Ale to dlatego, że wtedy nie poprowadziłem "modern Cthulu"... To było złe. Mam wrażenie, że gracze się nudzili przez całą sesję z paroma wyjątkami podczas lepszych momentów. Najgorsze jest to, że nie czuję gdzie zawiniłem. Nie wciągnąłem ich w sesję, ale nie do końca wiem dlaczego. Może muszę zrezygnować na jakiś czas z dawania ludziom narzuconych postaci.

Jutro Larp : "Na kolanach" - jak ktoś chce, zapraszam.
Dobry będzie, bo to cykl Quernijski i uczestnicy się starają.

Link 03.03.2008 :: 00:58 Komentuj (3)


Sesje:


Dwie poprowadzone ostatnio sesje doprowadziły mnie do pewnego spostrzeżenia - nie powinienem prowadzić na pucharze sesji osadzonych w realiach fantasy średniowieczno renesansowego.
Nic w czym są konie, szpady, miecze, szable i potyczki na broń białą.
Nie wiem czemu, ale zupełnie mi to nie leży.
I o ile jeszcze sesja w moją wersję Monastyru na Fate'cie była znośna, to wczorajsze Dzikie Pola mnie załamały. Brak płynności opisów, oraz mała znajomość świata, plus nastawienie na poprowadzenie założonej wcześniej przygody sparaliżowały moją zdolność do improwizacji. W sytuacji, kiedy graczy najczęstszą deklaracją było: "mam myśl... napijmy się!" sesja toczyła się jak krew z nosa.
W dalszych eksperymentach i sesjach "treningowych" powinienem się więc skoncentrować na modernie wyraźnie. Zwłaszcza, że i muzycznie jestem do tego lepiej przygotowany.
Nic tak nie cieszy jak kiedy podczas mrocznego opisu wędrówki przez las z pochodniami włączą się skocznie przygrywające szkockie kobzy (dudy?)!

LARP:

W tę niedzielę LARP się nie odbył. Przy okazji opisu ról w who is who rozpoczęła się odrobinę dyskusja na temat żeńskich ról na LARPach. Choć nigdy tak na to nie patrzyłem, został mi postawiony zarzut, że z postaci kobiecych, najczęściej pojawiają się u mnie dziwki.
Czyżby jednak ukryta mizoginia? A poważnie mówiąc - muszę się nad tym zastanowić. Zawsze byłem zwolennikiem w miarę realistycznie zbudowanej "sytuacji fabularnej" na LARPie.
Stąd, kiedy prowadziłem dziki zachód, były tam dziwki. Kiedy rzecz działa się w Cyberpunkowej knajpie pośród busterów i kryminalistów - były dziwki. Kiedy znów bohaterami był margines średniowiecznego miasteczka - też znalazły się dziwki. Ale tak samo byli tam zawsze wojownicy, handlarze narkotyków itp. Dlatego przypuszczam, że nie o monotonię tu chodzi. Ponieważ na wielu LARPach zdarzały się inne postacie kobiece, przypuszczam, że nie chodzi też o ograniczony wybór.
Tak się składa, że nie byłem nigdy kobietą. Może dlatego postać dziwki nie wydaje mi się szczególnie odmienna od innych charakterów, które na LARPach przychodzi odgrywać.
Plan w każdym razie mam taki, żeby na czas jakiś zarzucić klimaty przestępcze, a wraz z nimi postacie dziwek.



Link 27.02.2008 :: 07:56 Komentuj (0)

7.33 - dla potomności.
Nie, nie zmieniłem zwyczaju i nie wstałem o nieistniejącej godzinie, żeby pisać bloga. Właśnie skończyłem sesję, a spać i tak nie pójdę pewnie jeszcze przez dwie godziny.
Postanowiłem więc coś napisać.
Jestem w stanie umiarkowanego zadowolenia. To dobry stan, bo jednak zadowolenia. Na umiarkowanie nie należy zwracać przesadnej uwagi. Jest zdrowe i pomaga wymagać od siebie więcej i tyle.
Skąd ten stan?
Sesja, którą poprowadziłem, była niezła. Pomysł zdecydowanie do doszlifowania, ale wart wzięcia pod uwagę na ewentualną sesję eliminacyjną PMM. Gracze różnie dopisali, ale na turnieju też mogę trafić na różnych. Co do prowadzenia - znów muszę sobie sprawić kartkę "więcej opisów" i wymyślić na sesję jakieś fajne tricki, co by za przygotowanie punkty dostać.
Wstęp był chyba za dużo podpowiadał. Zamiast sceny z drzewem powinienem dać scenę z wozem. I wbrew pozorom, gracze mieli mało wpływu na wydarzenia. Wiem, że u tych co trafili na pewne moje sesje, pojawił się na twarzy ironiczny uśmiech na słowa "wbrew pozorom". Ale tym razem na prawdę był to scenariusz otwarty... pozornie.
Acha - graczom się podobało i mi, co rzadkie, w sumie też. Co powoduje owo, opisane wcześniej, zadowolenie.

PARADOX:

Na wyścigach -
Cyberpunk tym razem. Moim zdaniem pomysł oparcia LARPa na obserwacji prawdziwych zmagań części graczy ( tym razem posłużyła planszówka jako symulacja wyścigu w sieci) wypalił w dziewięćdziesięciu procentach. A to, że nie wypalił w stu, to moja wina a nie pomysłu. Po prostu opisałem za mało celów dla kilku postaci i póki wyścig się nie skończył, musieli przez pewien czas, krótki bo krótki ale jednak, siedzieć i czekać.
Mechanika wypaliła - będę ją stosował częściej - zdecydowanie. A im bardziej gracze się z nią oswoją, tym płynniej będzie działać. Oczywiście wymaga paru zmian, ale wszystko się dociera w trakcie gry.

Z błędów i wniosków z nich wyciąganych. Rozpoczęcie i wyłożenie w jego trakcie wszystkich ważnych rzeczy jest nieodzowne dla LARPa. Dlatego na przyszłość będę sobie pisał karteczki z tym co ma być w mowie początkowej zawarte, nawet możliwe, ze z tekstem do odczytania. Lektura skandynawskich esejów na temat LARPów (np. Dissection LARP) uświadomiła mi, że odpowiednie wprowadzenie do LARPa jest równie ważne jak spisanie umowy społecznej na początku szkolenia. Mam nadzieję, ze będę mieć czas, żeby się do tego dostosować.
W tym temacie też umiarkowane zadowolenie. Zadowolenie, bo zebrał bardzo pochlebne opinie i świetnie dopisała obsada. Umiarkowane, bo były błędy, poza tym moje narratywistyczne podejście do RPG/LARPów cierpi na brak "treści dodanej". LARP był z gatunku "rozrywkowych", a ja mogę sobie tylko w środku marzyć, że będę kiedyś robił cieszące się równie dużą aprobatą i frekwencją LARPy z miniyngiem.


Link 19.02.2008 :: 21:29 Komentuj (2)


Paradox:

"Wchodzicie do komnaty grobowej. Mrok rozświetlają cztery pochodnie i gdzieniegdzie poustawiane świeczki. Na ścianach pomiędzy roztańczonymi cieniami, widzicie napisy w obcych językach. Co dziwniejsze, nie przypominają hieroglifów. Na środku sali, przy rytualnym stole, na którym leży ceremonialna maska, stoi przewodnik Haji. Jego ciemnoskóre oblicze potomka starożytnych Egipcjan rozjaśnia szeroki uśmiech.
- Oto komnata, którą odkrył mój ojciec, a o której opowiadałem Wam sahibowie..."

taak, sesja też wyszłaby z tego dobra.

No i po LARPie. Ponoć fajnie wyszedł i gracze dużo gratulowali, ale ja jak zwykle nie jestem całkiem zadowolony. Za mało postaci było w postaciach. Skupiliśmy się na "fajerwerkach" i wyszło coś, co ja określam jako "amerykańskie kino" - fajna scenografia ale treści malutko. Ale znamy kolejne możliwości Paradoxu pod względem klimatoróbstwa. Dobre są. A dwadzieścia kilo piachu to nawet na porządny zamek z piasku nie wystarczy.

Moje:

Natchnęło mnie do przemyśleń, więc ostrzegam, dalsze czytanie na własną odpowiedzialność. Nie chciałbym też, żeby ktokolwiek myślał, że cieszę się tu, że udaje mi się z ludzi robić idiotów, bo tak nie uważam i nie jest to moim celem ani wnioskiem. Ostrzegam tylko, żeby nie być tak odebranym.
A o co dokładnie chodzi? Otóż naszło mnie to po właśnie ostatnim LARPie. Kiedy zorientowałem się jak pewien mechanizm mógł wyglądać z boku. Otóż, kiedy przypinałem wycięte z papieru, mocno symboliczne Ankhy, ludzie przenosili się do innych czasów. Uderzyła mnie śmieszność tej sytuacji, gdyż nazwałem je roboczo hatifnatami. I nagle pojawiła się myśl - przyczepiam komuś hatifnata, a on się dziwnie strasznie zachowuje. Odczepiam, wszystko w porządku. Niezła moc w takim hatifnacie. A tak naprawdę, to niezła moc w takiej umowie społecznej. Pewnie gdybym nie traktował LARPów tak serio, zauważyłbym tę "niecodzienną i odkrywczą" prawdę nieco wcześniej.


Ale jednak dość niesamowite jest, do czego można nakłonić ludzi, kiedy się odczaruje ich na chwilę z tu i teraz. I piękne jak niewiele trzeba niektórym, żeby się po prostu bawić, zmienić zasady, przyjąć nowe. Przestać się "nadważać".

Właśnie, wymyśliłem nowe określenie - nadważać się - przykładać przesadną wagę i zbyt wiele poświęcać energii rzeczom "istotnym". Zapominać o marzeniach, magii lub świadomie je odrzucać jako coś nie wartego czasu bądź zainteresowania. Jako ludzie, od pewnego wieku mamy w zwyczaju się nadważać. Zostawiając resztę dzieciom i "porąbanym", "dziecinnym". Nawet język jest tak stworzony, że ciężko mówić odwracając potoczne wartościowanie. A tymczasem można zgubić to co naprawdę przynosi radość.
Chyba, że komuś przynosi największą radość zapłacony rachunek lub większa niż poprzednio pensja na koncie. Lub zrobione zakupy i wyprasowane pranie. I to jest dla mnie właśnie nadważone życie! I porządek w samochodzie - musiałem o tym wspomnieć, specjalnie dla pasażerów. To mówiłem ja, Paweł lat prawie dwadzieścia dziewięć, hihihi, prawnik.



Archiwum

2011
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

Linki


Księga gości

Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com& Fotolog.pl